Szkoda zachodu i pieniędzy

Posted: 3 kwietnia 2017 in Inne
Szumnie zapowiadana nowelizacja beznadziejnej Ustawy hazardowej z 2010 roku miała poprawić sytuację typerów w Polsce

Niestety, stało się inaczej – uchwalona i zatwierdzona nowa Ustawa hazardowa wprowadza zmiany na gorsze!
Ustawa wyeliminowała z polskiego rynku renomowanych bukmacherów brytyjskich i europejskich, a także giełdy zakładów sportowych. Zyskają na tym bukmacherzy z krajów azjatyckich i z Rosji, ale czy o to chodziło?
Możliwość obstawiania zakładów sportowych w Polsce została ograniczona praktycznie do gry u ‘legalnych bukmacherów’. Tyle tylko, że trzeba tam na dzień dobry oddać 12% haracz, co powoduje, że
regularne obstawianie zakładów u legalnych bukmacherów jest NIEOPŁACALNE i nie pomogą w tym żadne bonusy ani zachęty!

Po długim namyśle postanowiłem ZAWIESIĆ prowadzenie bloga Stówa Dziennie

 

Gry u ‘legalnych bukmacherów’ nie zamierzam w żaden sposób promować, bo nie zamierzam nikogo narażać na straty….a dalsze prowadzenie bloga o tematyce bukmacherskiej właśnie tak by mogło zostać przez niektórych odebrane.

Póki co, pragnę z tego miejsca podziękować wszystkim moim czytelnikom.
Do zobaczenia w lepszych czasach 🙂

Zawsze uważałem i nadal tak sądzę, że zakłady bukmacherskie są dla ludzi rozsądnych. Nie jest to miejsce do gry wysokimi stawkami. Swego czasu dowiedziałem się na forum, że jestem leszczem i mięczakiem, co mnie specjalnie nie zmartwiło. Trafiłem po prostu na paru miglanców, którzy uważali, że bukmacherka jest dla zawodowców, a stawka 10000 – i to nie złotych, a Euro – to stawka wyjściowa, jeśli chce się zarabiać prawdziwe pieniądze. Co znaczy termin stawka wyjściowa – do dziś nie wiem, bo odpowiedzi nie uzyskałem. Takimi stawkami można grać, ale na… forum – i tak pewnikiem było, bo miejscowych rekinów tam nigdy nie brakowało.

Wróćmy jedna do złotówek i przenieśmy się na giełdę

O ile stawka 10 000 złotych na jeden zakład bukmacherski jest brawurą i najczystszą formą hazardu (pomijam surebety), o tyle taka kwota zainwestowana na giełdzie, nawet w jeden walor, jest czymś naturalnym, ale bez obaw, nie jest to kwota wejściowa na giełdę 🙂
Nietrafiony zakład, to od razu strata 10 000 złotych.
Na giełdzie strata całości kapitału (zainwestowanego w daną spółkę) jest teoretycznie możliwa, ale jeśli nie inwestujemy w jakiś folklor, to nic takiego się nie zdarzy z dnia na dzień. Jeśli ceny akcja spadną, to stracimy określony procent zainwestowanej kwoty.

Ile trzeba mieć, by zacząć grać na giełdzie?

Jest sporo niezłych stron i blogów poświęconych inwestowaniu na giełdzie. Padają tam różne kwoty, z reguły wysokie, z czym się nie zgadzam.

Nie trzeba od razu rzucać się na głęboką wodę, bo giełda bywa bezlitosna dla źle zainwestowanych pieniędzy. Jeśli ktoś stawia pierwsze kroki i/lub nie czuje się mocny, to lepiej jest zacząć ostrożnie, z niewielkim kapitałem.

Nie polecam natomiast gry na sucho, a tym bardziej do wyciągania jakichkolwiek wniosków z gry na papiarze lub z udziału w różnego rodzaju konkursach, gdzie pieniądze są wirtualne. To zupełnie inna bajka i musicie w to uwierzyć.

Zanim podam minimalną kwotę, parę słów o prowizji

Prowizję płacimy dopiero wtedy, gdy nasze zlecenie zostanie zrealizowane. Każde biuro ma swoje tabele prowizji, ale w dużym skrócie – prowizja to ułamek procenta, ale nie mniej niż określona kwota (około 3 zł). Prowizję płacimy dwa razy, jak kupujemy i jak sprzedajemy walor, więc dla małych zleceń będzie to 6 złotych. Wystarczy teraz poszukać biura, które nie pobiera opłat za prowadzenie rachunku i możemy startować.

6 zł prowizji to naprawdę nie dużo. Jest to czterokrotnie mniej od przelewu pieniędzy z konta Skrill na rachunek bankowy, za który trzeba zapłacić 24 złote.
Jest to 20 razy mniej dla haraczu, jaki trzeba oddać od stawki 1 000 złotych u legalnego bukmachera, który potrąci nam aż 120 złotych.

Więc wpłaćmy owe 1 000 złotych na rachunek maklerski. Taki pierwszy, do nauki

Za dużo transakcji proponuję nie robić, by zbyt wielu prowizji nie płacić. Jeśli komuś uda się zarobić na początek choćby 5% po potrąceniu wszystkich prowizji, to będzie 50 złotych. A i trochę doświadczeń uda się zebrać.

Lepsze to niż płacenie za jakieś kursy czy webinary, bardzo często niewiele warte. Lepsze i tańsze. A książek o giełdzie i inwestowaniu nie brakuje. I to bardzo dobrych.

Ankieta

Posted: 29 marca 2017 in Bukmacherzy
Natura nie znosi próżni, więc dziś o giełdzie, o której dawno nie pisałem
Gra na giełdzie póki co jest legalna 🙂

Zakłady bukmacherskie cenię za prostotę. Stawiam na przykład na zwycięstwo Polski w meczu z Czarnogórą i jeśli tak się stanie, to zarabiam.
Na giełdzie jest inaczej. Inwestuję w daną spółkę i dajmy na to, wykazuje ona duży zysk raporcie. Nie oznacza to jednak, że od razu jestem zarobiony. Spółka może regularnie wykazywać zysk, a ceny jej akcji wcale nie muszą rosnąć. I odwrotnie.
O ruchu cen decydują sami inwestorzy, a dokładniej – ich reakcje na wydarzenia w spółce.

Zauważmy, że typer nie ma żadnego wpływu na wynik meczu. Nie ważne, czy postawi on 10 złotych, czy 10 000 złotych. O wyniku meczu decydują zawodnicy (czasem sędzia, ale to już inna inszość).
Na giełdzie jest inaczej. O cenie danego waloru tylko i wyłącznie decydują prawa popytu i podaży, a więc reakcja inwestorów na wiadomości – reakcja w postaci zleceń kupna lub sprzedaży. Innymi słowy – to inwestorzy decydują o cenach, a więc trzeba to uwzględnić, jeśli chce się grać na giełdzie.

Jeśli chcę zarobić na ruchu cen akcji, to ktoś inny musi stracić. Pieniądze nie biorą się z powietrza!

Piszę o tym nie bez kozery. Znaczna grupa grających na giełdzie skupia się wyłącznie na raportach i wiadomościach płynących ze spółek, na wskaźnikach, a zupełnie zapomina (lub ignoruje) to, o czym napisałem wyżej.
A pamiętać trzeba, że są inwestorzy mali i duzi – tacy, którzy dopiero zaczynają i tacy, którzy zajmują się tym zawodowo. Inwestorzy lepiej i gorzej poinformowani. I to oni są naszym sprzymierzeńcem lub przeciwnikiem, bo to oni wyznaczają trend i kształtują ceny.

Podstawowym błędem inwestorów giełdowych, który przebija z mnóstwa wypowiedzi, jest to, że z gry na giełdzie usiłują oni uczynić dziedzinę naukową

Nie raz przeczytacie, że trzeba dużej wiedzy, by zarabiać na giełdzie. Też mi odkrycie! A w jakim zawodzie nie trzeba? Na czym ta wiedza ma polegać, tego nikt nie potrafi wytłumaczyć. I co trzeba opanować, by mieć pewność zarobków na giełdzie?
Samemu by chętnie się dowiedział 🙂
I tak dochodzimy do terminu niedowartościowane akcje.
Co oznacza ten termin? Z definicji (autorów) jest to taka akcja, która w danym momencie jest tania, bo spółka ma ogromne perspektywy, więc pewne jest, że cena jej akcji będzie rosnąć.

A jakim cudem taka akcja się uchowała? Jakim cudem nikt jej jeszcze nie dostrzegł?

Reasumując – jeśli coś jest tanie, to takie myślenie.
Wynika z niego, że wszyscy inwestorzy wokół to głupcy, ignoranci, ślepcy albo wszystko jednocześnie.
Za to odkrywca niedowartościowanego waloru jest najmądrzejszy i tylko kwestią czasu jest, kiedy będzie bogaty, a dalej – plaże, hotele, drinki z parasolką i cały harem dziewczyn do dyspozycji. Nie tędy droga!

Ja zawsze zakładam, że uczestniczę w grze z mądrymi inwestorami, a przede wszystkim z takimi, którzy mają lepszy (szybszy) dostęp do informacji

Mając to na uwadze, mogę obserwować, jak dany walor reaguje, a dokładniej – czy pozytywna informacja przełożyła się na wzrost ceny, jak kształtuje się trend, a jak wolumen. Mogę wtedy się domyślać, czy ze spółką wszystko jest dobrze, czy coś nie tak… ale o tym innym razem.

Na giełdzie nie ma tanich ani drogich akcji, a tym samym nie ma walorów niedowartościowanych. Takie myślenie to ślepy zaułek.

Podam przykład:
Kiedyś znajomy zapytał mnie, co sądzę o akcji A, bo jego zdaniem jest ona niedowartościowana. Akcja ta nie znajdowała się wtedy w kręgu moich zainteresowań, nie wiedziałem nawet ile kosztuje, jak wygląda wykres, itp.
Odpowiedziałem, że moim zdaniem niedowartościowana jest, ale akcja B, którą akurat posiadałem w portfelu i na temat której posiadałem akurat wiedzę.
– No coś Ty zgłupiał, przecież te akcje są drogie, ostatnio skoczyły o jakieś 20% i nigdy bym ich nie kupił! – No chyba, że spadną.- dorzucił szybko.
Ja się później okazało, akcje spółki B wzrosły jeszcze o 40%

Idąc za słynnym już powiedzeniem Kazimierza Górskiego, że każdy mecz można wygrać, przegrać lub zremisować, powiem to samo o akcjach.

Są akcje, które rosną, które spadają i które są w trendzie horyzontalnym.

Które lepiej jest mieć? Które lepiej kupić?
Lepiej wybrać te, które rosną, bo to one są dziś niedowartościowane – jeśli komuś aż tak bardzo zależy na tym, by posługiwać się tym terminem.
Wyniki, wskaźniki, perspektywy i cała literatura związana z tymi walorami schodzi na plan dalszy, nieprawdaż?

– Dlaczego uważasz, że nie warto grać u polskich bukmacherów, podatki trzeba płacić.
– Wcale nie twierdzę, że podatków nie trzeba płacić. Nigdy też nie kwestionowałem tego na swoim blogu. Tyle tylko, że przypadku legalnych bukmacherów nie jest to żaden podatek, tylko zwykły haracz pobierany z góry – i to nie od zysku, a za samą chęć gry. Zaiste, nie mam pojęcia co tu jest opodatkowane!?
Haracz ten jest horrendalnie wysoki i powoduje, że osiągnięcie zysku z zakładów jest praktycznie niemożliwe. Dlatego – moim zdaniem – nie warto grać u polskich bukmacherów.
To mniej tak, jakbym musiał płacić za samo wejście do sklepu – nawet, gdy nic później nie kupię. Z czymś takim się nie zgadzam, jest to nielogiczne i nieetyczne.

– Nie uważasz, że bukmacherzy powinni wziąć na siebie podatek 12%?
– Przede wszystkim to nie jest podatek, a haracz. Bukmacherzy, by zachęcić do grania, mogą i zapewne będą stosować różne wybiegi. Na krótką metę może to zadziałać, a są to działania pozorne. Bo każdy bukmacher tak czy inaczej sobie to odbije, podnosząc marże, obniżając kursy, bądź też zmieniając warunki gry na niekorzystne dla graczy. Na przykład konieczność grania AKO zamiast singli.
Możliwości jest sporo, ale to już zależy od polityki każdej firmy, na co ja ani gracze wpływu nie mają.

Ja osobiście uważam, że bukmacherzy nie powinni się na taki haracz godzić, bo to leży w interesie ich samych, ale również grających. Czegoś takiego nie zauważyłem. Wręcz przeciwnie – działania większości polskich bukmacherów skierowane były na wyeliminowanie zachodniej konkurencji – i to za wszelką cenę. O grających nikt się nie troszczył.

– Czy uważasz, że zyski polskich bukmacherów będą wyższe, bo będzie więcej grających u nich?
– Z pewnością grających będzie więcej, bo część osób nie zastanawia się za bardzo nad opłacalnością gry. Pamiętać trzeba, że większość osób traci pieniądze, grając u bukmacherów, a tym samym większej różnicy nie dostrzeże.
Czy zyski firm będą wyższe, tego nie wiem. Widać, że bukmacherów przybywa jak grzybów po deszczu. Będzie walka na promocje i bonusy o podział rynku. Ilość grających rozłoży się na większą ilość bukmacherów, więc zyski tych ostatnich są niewiadomą. Poza tym trzeba pamiętać, że bardziej rozsądni i zamożni gracze nie pójdą na takie warunki i znajdą sposób, by grać bez 12% haraczu. Sądzę, że na początku nastąpi efekt zachłyśnięcia się polityków ustawą, ale dość szybko okaże się, że jest to katastrofa, a budżet państwa wcale się nie wzbogaci z tego tytułu.

– Czy nie warto dać sobie spokój z zakładami i przerzucić się na giełdę lub Forex?
– Zakłady i giełda nie wykluczają się, można grać tu i tu.
Do Forexu nie mam przekonania, o czym wielokrotnie pisałem. Jest to twardy hazard, choć zdefiniowany jako inwestowanie.
Jeśli ktoś chce poczytać więcej o Forexie, jak to jest naprawdę, proszę sobie wyguglować forex konie
Przestrzegam również przed opcjami binarnymi, które są czystą loterią, a oprócz tego obłożone są bardzo wysokimi marżami i koniecznością odprowadzenia podatku, jeśli komuś uda się osiągnąć jakiś zysk.
Giełda z pewnością warta jest zainteresowania, ale obecnie inwestowanie na niej jest bardzo trudne i obarczone dużym ryzykiem. Związane jest to moim zdaniem z tym, że giełdowym obiegu jest mnóstwo
drukowanego pieniądze i ceny akcji, surowców oraz towarów są bardzo często zmanipulowane.
Istotne jest, by nie zastępować zakładów czymś innym – i to tym, czego dobrze nie znamy.

Moją intencją i przesłaniem jest, by czytelnicy bloga Stówa Dziennie wykazali się rozsądkiem i cierpliwością i nade wszystko nie popadli w konflikt z prawem, jakie by ono nie było. Ważne jest teraz, by rozsądnie gospodarować swoimi pieniędzmi, by nie wdawać się w żadne zawiłe gry, które nie do końca rozumiemy, a w których to obiecują gruszki na wierzbie i szybki zysk, bo kończy się to zawsze tak samo, czyli ogromnymi stratami.

Bukmacherka w Polsce została zdeptana jak szmata, ale obecna ustawa nie będzie obowiązywać wiecznie.
Lepsze czasy z pewnością przyjdą, czego Wszystkim życzę 🙂

1 lipca 2017 roku w życie wejdą przepisy o blokowaniu zagranicznych stron bukmacherskich, jednakże już od 1 kwietnia wiele firm postanowiło wycofać się z polskiego rynku. I nie jest to bynajmniej prima aprilis.

Tylko dla straceńców

Tym samym bukmacherka dołączy Forexu czy takiego wynalazku jak opcje binarne, gdzie gracze są na straconej pozycji i praktycznie pozbawieni są szans na wygraną.
12 procentowy haracz od samej tylko gry, pobierany od każdej stawki z góry, nie oznacza jeszcze strat po stronie gracza. Jednak by utrzymał się on na powierzchni, musi on uzyskać Yield 13.64%, by wyjść na swoje. Aby gra miała (zarobkowy) sens, gracz musi wypracowywać Yield na poziomie 17-18 procent. Od czasu do czasu jest to możliwe, ale ja nie znam żadnego gracza, który mógłby się takim wynikiem pochwalić w dłuższym terminie, choćby 1 roku. Samemu mi się to nie udaje, choć uważam się za dobrego i doświadczonego gracza.
Proszę mieć to na uwadze, nim zdecydujecie się grać u ‘legalnych’ bukmacherów.

Nie tak dawno NIK na swojej stronie internetowej zamieściła komunikat o ochronie nieprofesjonalnych uczestników rynku walutowego Forex, gdzie można przeczytać, że 80 procent grających traci tam ogromne pieniądze. Mam powody, by przypuszczać, iż dane te są mocno zaniżone, a liczba grających, którzy dokładają do ‘interesu’ jest wyższa niż 95 %.
A przecież tam nie ma 12 procentowego haraczu, a podatek odprowadza się od tylko i wyłącznie od osiągniętego zysku.

Jaki procent grających u legalnych bukmacherów będzie tracić pieniądze? Proszę pomyśleć i odpowiedzieć sobie na to pytanie!

Jak już pisałem wcześniej, wiele firm bukmacherskich postanowiło się wycofać z polskiego rynku od 1 kwietnia. Obawiam się, że lista ta będzie się wydłużać. Jest to dla mnie dziwne, że niektórzy bukmacherzy właśnie teraz decydują się na taki krok (a nie zrobili tego wcześniej, jak choćby Ladbrokes). To, że ich strony będą w Polsce blokowane, to jeszcze nie powód, by podejmować tak radykalne kroki.

Sądzę, że część z tych firm, wycofuje się po to, by ubiegać się o polską licencję, co być może niektórych graczy nawet ucieszy, ale powodów do radości nie ma!
Unia Europejska w założeniu miała stanowić jednolity rynek, gdzie obowiązują jednolite przepisy, ale – jak pokazuje życie – są to marzenia ściętej głowy. W Polsce doświadczamy tego na co dzień – i doświadczymy tego także w odniesieniu do zakładów bukmacherskich.

Taka ustawa hazardowa, a w szczególności takie warunki gry, nie tylko odstaje od tego, co obowiązuje w wielu krajach Europy, ale nie ma prawa sprawdzić się na dłuższą metę. Jestem na 100% przekonany, że tak będzie! Szkoda tylko, że przed tym trzeba najeść się g….a, by się o tym przekonać.

Obstawianie zakładów na takich warunkach, jakie proponuje Polakom ustawodawca, uważam kompletny bezsens

Szansa na zarobki jest znikoma. Lepiej wybrać się do kasyna i pograć w ruletkę. Kasyno ma przewagę nad grającymi, ale w ujęciu procentowym jest to przewaga 10-krotnie mniejsza niż w zakładach bukmacherskich. A jak ktoś już koniecznie chce obstawić jakiś mecz, to najlepiej udać się do najbliższego punktu naziemnego i zrobić to anonimowo.
Od czasu do czasu można wygrać jakąś sumkę, nie trzeba nigdzie się rejestrować.

P.S.
Zastanawiam się na dalszym sensem prowadzenia bloga. Uważam, że byłoby to nieuczciwe z mojej strony, gdybym pisał teraz o zarobkach z obstawiania zakładów, gdy – przy takich warunkach gry – samemu ich nie osiągam progu opłacalności, czyli Yieldu17-18%
Oprócz tego mam kłopot z prowadzeniem bloga, gdyż ciągle mam zablokowaną możliwość dodawania rysunków, a i z wpisami pojawiają się kłopoty. Nie wiem, co jest tego przyczyną, ale nie potrafię sobie z tym poradzić.

Ale póki co zamierzam śledzić rozwój sytuacji.

Czy uda się zmusić Polaków do gry u ‘legalnych’ bukmacherów?

Gracze mieszkający w Polsce łatwo nie mają, gdyż obowiązująca ( jeszcze ) ustawa hazardowa nakłada na każdego haracz, który należy oddać państwu, jeśli chce się być w zgodzie z prawem ( czytaj: grać u ‘legalnych’ bukmacherów ).
Nowa ustawa, która wkrótce wejdzie w życie, niczego w tej kwestii – niestety – nie zmienia.
Słowo ‘legalnych’ celowo umieściłem w cudzysłowie, gdyż poza granicami RP ‘nielegalni’ działają w zgodzie z obowiązującym tam prawem.

Uważam, że podatki należy jak najbardziej płacić, ale z drugiej strony samo obstawianie zakładów musi odbywać się na zdrowych, normalnych zasadach

A tak nie jest, bo nigdzie nie oddajemy części ciężko zarobionych pieniędzy za samą chęć uczestnictwa w grze lub inwestycji.

Konieczność oddania państwu 12 procenta stawki – ot tak, na dzień dobry – przechodzi wszelkie wyobrażenie. Z czymś takim powinni walczyć wszyscy, nie wyłączając ‘legalnych’ bukmacherów. Wszak to jest jakaś paranoja.

W praktyce gracze oddają więcej niż 12 procent

Od każdych 100 złotych potrącane jest 12 złotych, a tym samym typer gra za 88 złotych. By teraz wyjść na swoje, nie wystarczy zarobić 12%, bo 12% od 88 złotych, to tylko 10.56 zł
Po zsumowaniu 88 + 10.56 wychodzi 98.56 zł, a więc gracz jest nadal na minusie!
Gracz musi zarobić 13.64% po to, by dostać to, co wpłacił do ‘legalnego’ bukmachera. Ale bukmachera specjalnie to nie interesuje…

Konsekwencje dla graczy są jednak bardzo przykre, bo przy takim obciążeniu osiągnięcie zysku graniczy z cudem!

Wystarczy spojrzeć na opisywany przeze mnie wcześniej Yield, czyli stosunek zarobionych do zainwestowanych pieniędzy.
Na palcach jednej ręki można policzyć graczy, którzy mogą pochwalić się Yieldem większym niż 13.64 w skali roku.
W wielu konkursach typerskich i na forach za guru robią ludzie, którzy osiągają Yield 5%.

Wracając do tytułowego pytania: Czy uda się zmusić Polaków do gry u ‘legalnych’ bukmacherów – niech każdy spojrzy w lustro i odpowie sobie na nie.

P.S.
Mam problem z blogiem, gdyż od jakiegoś czasu nie mogę zamieszczać żadnych obrazków, a oprócz tego występują duże problemy z publikacją wpisów oraz z komentarzami.
Chciałem przenieść się na blox.pl, ale szybko dostałem bana, gdyż rzekomo łamię tamtejszy regulamin. Nie wiem, co dalej…