Ryzyko i ryzykanctwo

hazard

Powszechnie przyjęło się, że ruletka to hazard.
Podążając tym samym sposobem ‚myślenia’ – hazardem jest poker, obstawianie zakładów, bingo, gry w kości…
Co ciekawe, hazardem nie jest odgadywanie i obstawianie wzajemnych relacji pomiędzy walutami (Forex).

Ale hazard to nie określona gra, ani w niej uczestnictwo.
Hazard to zupełnie coś innego.
Hazard to podejmowanie nadmiernego lub nieuzasadnionego ryzyka i to nie tylko w grach pieniężnych, ale także w życiu.

Ruletka i totolotek to gry losowe, a więc takie, w których o wygranej decyduje ślepy los. O ile ruletka nazywana jest bardzo często hazardem, o tyle takie określenie do totolotka przypinane jest bardzo rzadko.  I jest w tym sporo racji, bo zdecydowana większość graczy nie uprawia hazardu w totolotku, ograniczając się do wysłania jednego lub kilku kuponów za kilka lub kilkanaście złotych i to najczęściej przy akumulacjach.
Osoby, które nie rozumieją czym jest obstawianie zakładów sportowych i poker, często od razu definiują te gry jako hazard. Tymczasem są to gry pieniężne, w których o wygranej nie decyduje już czynnik losowy, a czynnik ludzki.

Co ciekawe, grą pieniężną jest także gra na giełdzie. O graczach giełdowych nie mówimy jednak ‚hazardziści’, tylko – dumnie – ‚inwestorzy’. W teorii tak rzeczywiście jest, bo nabywając akcje, nabywamy jednocześnie prawo do majątku spółki, do udziału w jej zyskach, otrzymujemy też prawo głosu na WZA. W praktyce nie ma to żadnego znaczenia, bo spółka nie ma obowiązku wypłacania dywidendy ani też dzielenia się zyskiem z drobnymi inwestorami, a ich głosy na WZA z reguły nic nie znaczą. W przypadku kiedy dochodzi do upadłości spółki, w pierwszej kolejności zaspokajany jest SP i podległe mu instytucje, później wierzyciele, a na samym końcu, czyli w ogóle – akcjonariusze, bo dla nich już nic nie zostaje.
Część inwestorów wie o tym, że spółki wchodzą na giełdę po to, by pozyskać pieniądze sprzedając akcje. Akcjonariusze potrzebni są przy emisjach, później mało kto się z nimi liczy, przynajmniej w Polsce.
Dlatego akcji nie kupuję się z jakichś bliżej nieokreślonych pobudek i nie po to, by pojechać sobie na walne i obejrzeć fabrykę, ale po to, by na tych akcjach zarobić, a dokładniej – odsprzedać je z zyskiem.
Takiej gwarancji nie ma.
Równie dobrze akcje mogą zacząć pikować, a to równoznaczne jest ze stratami. Tu także – jak wszędzie – występuje czynnik ryzyka.
Niektórzy gracze zdają się o tym zapominać przy podejmowaniu decyzji. Tym samym na giełdzie mamy także sporą rzeszę hazardzistów.
I jest to właściwe określenie, bo  jak nazwać kogoś, kto kupuje akcje widząc, jak lecą na łeb, na szyje, trzyma je z uporem maniaka lub… dokupuje, by uśrednić cenę zakupu? A spadki często są bardzo drastyczne i nie kończą się szybko, a bywa i tak, że spółka kończy swój żywot.
Czy to inwestowanie, czy hazard, gdy ktoś ulega modzie i kupuje np. Bioton, nie wiedząc tak naprawdę, czy się spółka zajmuje?

Ryzykujemy też na finansowych instrumentach uchodzących za bezpieczne. Fundusz Idea Premium, będący pod nadzorem KNF ‚umoczył’ potwornie na obligacjach korporacyjnych. Wciąż pamiętamy aferę związaną z AmberGold, gdzie mnóstwo ludzi straciło pieniądze i ma teraz pretensje do wszystkich, a w szczególności o brak nadzoru i brak informacji. Być może niektórzy rzeczywiście byli przekonani, że zakładają lokatę w banku albo kupują złoto – jak teraz twierdzą. Większość jednak dobrze wiedziała na co się porywa. Kierowała nimi chciwość i nic więcej wtedy się nie liczyło. Jeśli ktoś ulokował w AmberGold jedynie część oszczędności, to przeżyje stratę. Ale jak nazwać kogoś, kto powierzył AmberGold wszystkie oszczędności swojego życia? Czy to aby nie hazard?

Hazardem są także pożyczki zaciągane w parabankach na paskarskich warunkach, z nadzieją, że sytuacja poprawi się w krótkim czasie, choć poza ‚nadzieją i modlitwą’, nie ma ku temu żadnych przesłanek. Większość ludzi brnie tym sposobem w spiralę długów, a część poznała już lokalnych indykatorów i komorników.

Hazardem mogą być nawet bankowe pożyczki. Wielu młodych ludzi już się o tym przekonało i płaci za to najwyższą cenę w programie dumnie nazwanym ‚Rodzina na swoim’. Ofiar, które przeszacowały swoje możliwości już w tej chwili jest dużo, ale o tym się nie mówi, bo trzeba napędzać koniunkturę na kolejne programy finansowane ze środków unijnych i poprawiające nie tyle sytuację mieszkaniową młodych, co notowania polityków w przedwyborczych rankingach. O szwajcarskim franku warto by wspomnieć (kiedy pisałem ten tekst, nie wiedziałem, że waluta tak mocno ‚skoczy’ w jeden dzień).

Każdy z nas prawdopodobnie chociaż raz w życiu wysłał kupon totolotka. Czy zatem wszyscy jesteśmy hazardzistami?
Szansa na główną wygraną jest znikoma. Szansa trafienia trójki też nie powala. Być może dlatego totolotek nie jest utożsamiany z hazardem, bo trudno wyobrazić sobie kogoś, kto całą wypłatę przeznacza na kupony. A nawet – gdyby taki totolotkowy hazardzista się znalazł, to szybko zostanie sprowadzony na ziemię. I nawet trafione trójki, ewentualnie czwórki nie uratują go przez szybkim bankructwem.

Nie umiem odnieść się do pokera, bo nie gram w tę grę. Nie jest to gra, w której decyduje czynnik losowy. Najlepsza karta (układ) nie zawsze wygrywa. I to jest najprostsze wytłumaczenie tego, że decyduje również czynnik ludzki.

I wreszcie zakłady sportowe

Czy wszyscy gracze to hazardziści?
Większość graczy nie rozumie istoty tej gry. Nie rozumie (bądź zapomina) i traktuje zakład jak lokatę bankową, na dodatek szybką i „pewną”.
A przecież sama nazwa ZAKŁAD wyjaśnia wszystko. Zakładamy się o coś, a przegrana oznacza utratę pieniędzy (stawki).
Nie dysponuję odpowiednimi danymi, by poprzeć tę tezę, ale sądzę, że duża część obstawiających zakłady wybiera bardzo wysokie ryzyko, bo jest przekonana, że do pieniędzy można dojść tylko dużym ‚strzałem’. Czasem nawet to się  udaje, ale szybko okazuje się, że był to strzał…w kolano, gdyż wygrana okazała się najlepszą zachętą do kolejnych ‚strzałów’, a jaki tego finał, nie muszę pisać.

Duża część graczy to hazardziści, którzy czasem mają swoje pięć minut. Ale życie nie kończy się na 5 minutach. Dobrze, gdy nie kończy się w poradniach dla uzależnionych.

Spekulanci na rynku Forex z całą pewnością narażeni są na największe ryzyko z uwagi na wysoki lewar. I paradoksalnie – duża część z nich jest świadoma zagrożenia i potrafi temu zaradzić. Najlepsi redukują niebezpieczeństwo straty posiadanych środków do niskiego poziomu. Choć operują na szalenie ryzykownym rynku, nie zawsze są hazardzistami.

Trzeba umieć panować nad swoimi pieniędzmi, a przede wszystkim – nad swoimi emocjami

Nie wszyscy to potrafią, ale akurat tego można się nauczyć.
Wymaga to czasu, obserwowania własnych reakcji, rozmów ‚z samym sobą’.
Nie można tego zrobić po przeczytaniu jednego e-booka, często wątpliwej jakości, napisanego pod zamówienie któregoś z brokerów Forex i nastawionego na określony target.

Przewidywania przyszłości nie da się nauczyć. Panowania nad własnymi emocjami, nad chciejstwem i chęcią szybkiego zarobku – owszem!

To pierwszy krok, by utrzymać się na powierzchni, a później czerpać z korzyści finansowe i satysfakcję z obstawiania zakładów czy gry na giełdzie.
I tego wszystkim życzę!

arriesgada

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s