Niedźwiedzie w zakładach bukmacherskich

Posted: 29 marca 2016 in Bukmacherzy, Musisz wiedzieć, Poradniki
Tagi: , , , , , ,
Niedźwiedzie w zakładach bukmacherskich

niedzwiedz

Byk to symbol hossy na giełdzie. W tym czasie ceny akcji rosną, a popyt przewyższa podaż.
Bessa to spadek cen akcji. Mówi się, że w tym czasie na giełdzie rządzą niedźwiedzie, które grają na zniżkę kursu. Termin: ‚rynek niedźwiedzia’ oznacza wzmożoną podaż, która skutkuje spadkami.

Gra na zwyżkę cen leży w naszej naturze. Akcje kupujemy z myślą o tym, że ich ceny wzrosną, a wtedy można będzie je odsprzedać z zyskiem.

Początkowo na warszawskiej giełdzie można było zarabiać wyłącznie w ten sposób.
Pierwsza sesja na warszawskiej GPW odbyła się 16 kwietnia 1991 roku i handlowano na niej akcjami zaledwie 5 spółek: Tonsilu, Próchnika, Exbudu, Krosna i Kabli. ‘Handlowano’ to może za mocno powiedziane, bo wpłynęło wówczas zaledwie 112 zleceń, a łączny obrót wyniósł 1 990 zł licząc po dzisiejszych cenach, (bo w 1995 roku była denominacja).
Kiedy otwierano giełdę, ktoś z rządu ‘ogłosił wszem i wobec’, że pierwsza piątka firm jest tak dobra, że każdy kto kupi ich akcje z pewnością zarobi. Była to wielka manipulacja, bo przez pierwsze dwa lata na parkiecie dominowały spadki. Nie pierwsza i nie ostatnia, a przypomnę choćby powszechny udział Polaków w prywatyzacji i świadectwa udziałowe, za które trzeba było… zapłacić.
Pierwsze kontrakty terminowe, umożliwiające zarabianie na spadkach, pojawiły się dopiero w 1998 roku.
I choć dziś zarabianie na spadkach nie jest niczym niezwykłym, to w naszej podświadomości wciąż dominuje najprostszy ze schematów – kupić tanio, sprzedać drogo.

Mało kto dostrzega podobieństwa pomiędzy grą na giełdzie, a obstawianiem zakładów sportowych

A jest ich bardzo dużo, tylko trzeba chcieć je dostrzeć, a nie sprowadzać bukmacherkę do hazardu, a grę na giełdzie do ‘inwestowania, gdzie potrzebna jest ogromna wiedza”.
W obu przypadkach mamy do czynienia z grami pieniężnymi, z tą różnicą, że gra na giełdzie jest o wiele bardziej wirtualna. I bynajmniej nie chodzi mi o to, że akcje i inne instrumenty, którymi się tam handluje, są li tylko elektronicznymi zapisami w systemie komputerowym.
Ceny akcji charakteryzuje ogromna zmienność i nietrwałość, ale co najgorsze – brak jest stałej korelacji z wynikami zakładu (spółki). Zysk wypracowany przez daną spółkę wcale nie musi przełożyć się wzrost cen jej akcji i odwrotnie.
W zakładach sprawa jest o wiele prostsza. Jeśli drużyna, na którą postawimy wygra, możemy ustawić się z kuponem przed kasą. Samo przewidywanie jest też łatwiejsze.

Ale miało być o podobieństwach, a nie o różnicach

Większość obstawiających to byki. Prawie każdy typer analizuje mecz pod kątem wyłonienia zwycięzcy bądź też zwycięskiego rezultatu ( na przykład ponad 2.5 bramki).
W konsekwencji bukmacherskie byki obstawiają faworytów – mocne kluby, reprezentacje, zawodników.
Bardzo często jest tak, że taki ‘faworyt’ siedzi już głowie typera zanim w ogóle dojdzie do analizy, bo jakże miałby on nie wygrać!?
Drugim problemem są kursy, z reguły niskie, a bardzo często zaniżone przez innych.

A niedźwiedź, co z nim?

Bukmacherski niedźwiedź istnieje i ma się dobrze. Taka osoba szuka faworytów, którym może powinąć się noga. Niedźwiedź doskonale wie, że faworyt nie zawsze wygrywa, a zatem analizuje i szuka argumentów na poparcie tej tezy. O takie argumenty jest trudniej, ale to nie znaczy, że nie ma ich wcale.

Czy warto być bukmacherskim niedźwiedziem?

Jak najbardziej!
Kursy zawsze są po stronie niedźwiedzi.
Gdzie i kiedy upatrywać faworytów, którzy mogą nie wygrać?
Najlepsze są pierwsze mecze rozpoczynającego się sezonu lub rundy wiosennej.
W początkowej fazie rozgrywek warto rozejrzeć się za ‚ofiarami losu’, czyli uznanymi markami, które kiepsko rozpoczęły ligowy sezon.
W angielskiej Premier League – Chelsea, Manchester United, a w jednym z wcześniejszych sezonów spore pieniądze można było zarobić na Tottenhamie.
Drugą grupę stanowią drużyny, które wskazywane są przez komentatorówsportowych jako faworyci, ale ‚jakimś trafem’ nie spełniają pokładanych w nich nadziei.
Dobre kursy dostaniemy na drużyny, które nie zaliczają się do markowych, ale nic sobie z tego nie robią i regularnie punktują.
W Polsce – Piast Gliwice, Cracovia, Pogoń.
Oczywiście trzeba znaleźć szybko takie drużyny i moment, kiedy przestać je obstawiać.

Warto być niedźwiedziem, ale trzeba liczyć się z tym, że nie zawsze uda się wygrać

Ale czasem nawet pojedynczy mecz potrafi wynagrodzić wytrwałość
Jako przykład podam mecz Wisła – Arka 2-2
Było to mecz 2 kolejki rundy wiosennej sezonu 2006/07.
Zarobiłem na nim tyle, że do końca rozgrywek myłbym już nic nie obstawiać! Taki finansowy zastrzyk daje potężnego kopa w późniejszym typowaniu – po prostu jest o wiele łatwiej.
Innym takim meczem była porażka Realu Madryt u siebie ze Sportingiem Gijon 0-1

niedzwiedz01

Warto analizować mecze z pozycji niedźwiedzia, czyli po kątem, że któryś z faworytów wcale nie musi wygrać.

Komentarze
  1. stanley pisze:

    Takim niedźwiedziem była Barcelona wczoraj. Na Real był kurs 5,10. Żal było nie obstawić. Do tego Śląsk w Poznaniu 4,85 i Leicester dzisiaj plus dwa fajne typy i z 3 zł zrobiły się ponad trzy stówy.
    Pozdrawiam 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s