Syndrom sztokholmski to stan psychiczny, który pojawia się u ofiar porwania lub u zakładników, wyrażający się odczuwaniem sympatii i solidarności z osobami je przetrzymującymi. Może osiągnąć taki stopień, że osoby więzione pomagają swoim prześladowcom w osiągnięciu ich celów…
Źródło: Wikipedia

Innymi słowy – syndrom sztokholmski jest mechanizmem obronnym ofiary.

A co to ma wspólnego z bukmacherką?

Otóż ma!
Tak zwani ‚legalni’ bukmacherzy działający w Polsce również są w szponach tegoż syndromu.
Nie są oni zainteresowani tym, by uchwalono porządną ustawę hazardową, która będzie dobra dla wszystkich.
Lepiej, by zostało jak jest – oczywiście dla nich samych.
Był taki pomysł, by ustawę hazardową oprzeć na modelu duńskim, który znakomicie sprawdził się w wielu państwach z uwagi na to, że jest rozsądny i sprawiedliwy.
Przede wszystkim zmniejszył szarą strefę, Skarbowi Państwa zapewnił duże dochody, a graczom umożliwił uzyskiwanie legalnych przychodów.
Takie założenia też były w Polsce…

W modelu duńskim nie ma haraczu 12% od stawki

Tak jest obecnie i tak zostanie, bo firmy bukmacherskie nie lobują wystarczająco mocno, by ten bubel zlikwidować.
Klient grając za 100 złotych, de facto stawia tylko 88 złotych, bo 12 PLN od razu zabiera państwo.
I to niezależnie od tego, czy wygra, czy nie!
Legalni tylko w tym pośredniczą, przekazując pieniądze klienta dalej.

Spróbujcie teraz wyobrazić sobie taką sytuację, że idziecie do banku założyć lokatę, a pani w okienku informuje Was, że 12% depozytu stanowią koszty, więc tylko pozostałe 88% będzie zainwestowane i od tej kwoty naliczane będą odsetki.
Nawet pszczelarz, taksówkarz, tapicer czy inny finansowy laik nie poszedłby na taki ‚biznes’., bo jest to paranoja i inaczej nazwać tego nie można.

Ale legalni bukmacherzy wmawiają Polakom, że tak właśnie jest ok, że tak właśnie trzeba, bo podatki trzeba płacić.
Owszem – trzeba – wcale nie twierdzę, że ma być inaczej.
Ale od zysku, jak w każdym innym biznesie

Legalni nie walczą o dobrą ustawę – a co za tym idzie – o dobry klimat prowadzonego przez siebie biznesu

Niech państwo zablokuje zagranicznych bukmacherów i weźmie za łeb graczy, którzy tam grają, niech wyczyści pole… Konkurencje zostanie ukrócona i będzie pięknie!
Nie będzie!

A przecież można było inaczej…

Gracze swoimi licznymi akcjami próbowali wpłynąć na kształt ustawy, legalni bukmacherzy (chyba) nie.
Tymczasem legalni bukmacherzy mogli przyłączyć się do graczy w ich walce o dobrą ustawę, by za jakiś czas nie trzeba było jej znowu zmieniać.
Skorzystali na tym by wszyscy, nikt by nie został uznany za przestępcę.

Legalni bukmacherzy mogli zjednać sobie w ten sposób wielu grających, wszak jedni i drudzy operują w tym samym środowisku

Chciałbym np. zobaczyć miny ustawodawców, gdyby okazało się, że nikt w Polsce nie chce prowadzić działalności bukmacherskiej na warunkach proponowanych w ustawie 🙂
Legalni wybrali jednak inną drogę.
Postawili się po stronie bitego i w ten sposób… pomagają ustawodawcy w osiągnięciu celu.

synszt

Nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale nowa ustawa nie zapewni nikomu korzyści.
Wpływy do SP będą mniejsze od zakładanych, znowu ucierpią gracze – ale także legalni bukmacherzy, a dalej – polski sport.
Dopóki w ustawie nie pojawią się rozsądne zapisy…

Internauci swoje pieniądze liczyć potrafią.
Chcą grać i to grać po każdym kursie, także po kursach mniejszych niż 1.12
Bo dziś jest tak – a tak ma zostać – że nawet wygrany zakład z kurem mniejszym niż 1.12 oznacza dla gracza stratę!
Nie ma w tym żadnego sensu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s